Ekologicznie, czyli zdrowo

Ekologicznie, czyli zdrowo

Świat się zmienia bardzo szybko i zmiana jest naturalną koleją rzeczy. Czasami ja zauważyć trochę trudniej, a czasami jest to bardzo łatwe, jak w przypadku zmiany naszych nawyków żywieniowych.

Jeszcze przed kilkoma laty zupełnie normalnym było oglądanie na ulicach ludzi zajadających się kupowanymi w dużych ilościach w byle jakich budkach hamburgerami hot dogami czy wciąż jeszcze popularnymi kebabami. Zapijane to było słodzonymi napojami gazowanymi i nikt się nie zastanawiał, tylko w przerwie w pracy czy po pracy zachodził na taką przekąskę. Budki wyrastały jak grzyby po deszczu. Obecnie nachodzi nas już refleksja odnośnie tego, w jaki sposób jedzenie fast food odbija się na naszym zdrowiu i można mieć wątpliwości, czy nowy punkt z hamburgerami utrzymałby się na rynku.

Moda na zdrowie

Bycie fit, czyli bycie zdrowym, zawsze było działaniem logicznym, ale ludzie nie są zbyt logicznymi stworzeniami. Zdrowe żywienie i zdrowe prowadzenie się zaczęliśmy traktować poważnie dopiero w chwili, kiedy stało się to modne. A kiedy już zaczęliśmy, rozpoczęło się szaleństwo. Mamy teraz do wyboru setki ofert z najróżniejszych klubów fitness i siłowni, które oferują nam cuda wianki. Za kilkaset złotych miesięcznie można mieć całodobowy karnet na siłownię i personalnego trenera, który nie tylko pokaże, jak odpowiednio ćwiczyć, ale też pomoże nam w ułożeniu specjalnej diety i jeszcze da kupony rabatowe do zaprzyjaźnionej stołówki z dowozem. Nie próżnują też oczywiście klasyczne restauracje. Lawinowo rośnie liczba miejsc z eko-fit jedzeniem, które nie było bliżej niż 100 kilometrów od najbliższego pestycydu, co restauracja świecie przysięga w swoim menu/reklamie.

Problemem może być cena, ponieważ plasterek buraka może nas kosztować i kilkadziesiąt złotych, ale czego nie robi się dla zdrowia, prawda?

Na szczęście eko-fit trafia też pod strzechy mniejszych sklepików i już spokojnie można na osiedlu zrobić zakupy, dzięki któremu nie otrujemy się zakupioną rzodkiewką. Upodabniają się one do centrów handlowych, gdzie jeszcze do niedawna żywność organiczna była w malutkim kąciku, a dzisiaj jest głównym punktem wycieczki. Człowiek zachodzi tam coraz częściej nawet mimo woli, bo jest po drodze i solidnie zastanawia się, czy nie wziąć czegoś chociażby na próbę. Mina rzednie, kiedy okazuje się, że zdrowy ryż jest cztery razy droższy od morderczego ryżu leżącego na półce obok i różniącego się od niego tylko kolorami na opakowaniu.

Ceny nie do końca z księżyca

Ceny żywności bio są z księżyca. Nie jest niczym dziwnym zapłacić za to samo, ale z zielonym listkiem, nawet pięć razy więcej.

Skąd się to bierze?

Po części na pewno znaczenie mają tutaj kwestie mniejszej produktywności upraw bio. Prawda jest jednak tako, że eko-żarcie jest droższe głównie z powodów czysto formalnych. Faktycznie, z hektara zbierze się trochę mniej ziemniaków, ale prawdziwe straty finansowe powodowane są dopiero przez niezliczoną ilość dokumentów, które sobie trzeba załatwić, by wszystko było ekologicznie i zdrowo. „Obiegi zamknięte” surowca i inne takie to robota gorsza od samej uprawy roli. Rachunek jest prosty, bo jak rolnik klasyczny ma 10% stopy zwrotu, to żyje jak pan, a jak rolnik ekologiczny ma 20% stopy zwrotu z działalności, to nie starcza mu na opłacenie papierków.

Z tymi wszystkimi fanami zdrowej żywności sytuacja jest tak naprawdę śmieszna, ponieważ zdecydowana większość z nich łapie się za eko tylko dlatego, że jest modne. Nie doleje taki do kawy ani odrobiny śmietanki klasycznej, bo musi być śmietanka sojowa bez GMO. Ale do tej samej biologicznej kawy wpierniczy bez mrugnięcia okiem pączek zrobiony gdzieś na szybko w piekarni hipermarketu albo zaraz po kawie zacznie wcinanie paczki chipsów. Nie brakuje oczywiście też takich, którzy zachowują się niczym osoby z ciężkimi alergiami spożywczymi i będą unikać nawet zapachu jasnego pieczywa. Jest ich jednak zdecydowana mniejszość.

Nie jestem wrogiem organicznej żywności. Nic z tych rzeczy. Pytanie tylko, czy nie marnujemy całkiem sporych pieniędzy na coś, z czego tak naprawdę nie korzystamy i tylko czasami tym szpanujemy?